Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

Jak otrzymać własne lokum

Dzisiaj, kiedy możemy bez problemu kupić takie mieszkanie, o jaki tylko sobie zamarzymy, wprost niewiarygodne jest, że dawniej na mieszkania trzeba było czekać nawet kilkanaście lat. Niewiele osób było stać na budowę domu jednorodzinnego. Prawdziwym luksusem było mieszkanie w bloku, choćby miało niewielki metraż. Jednym ze sposobów otrzymania mieszkania było zapisanie się do tzw. spółdzielni mieszkaniowej. Jeśli jednak nie było się człowiekiem z tzw. układów niewiele to pomagało. Dość często można było otrzymać lokal dając całkiem sporą łapówkę. Marzeniem było posiadania wśród znajomych osób, które miały odpowiednie kontakty. Innym sposobem były książeczki mieszkaniowe. Najczęściej zakładane przez rodziców miały być zabezpieczeniem dla dziecka, które wraz z osiągnięciem pełnoletności miało przydział na mieszkanie otrzymać. Przez cały czas na książeczkę były wpłacane pieniądze. Niestety okazywało się, że otrzymanie przydziału mieszkaniowego w wielu wypadkach odsuwało się na bliżej nie sprecyzowaną przyszłość. Był to też system dość korupcyjny.

Oszczędnie, przede wszystkim oszczędnie

W latach sześćdziesiątych mieszkania zaczęto budować, ale były one bardzo specyficzne. Budownictwo miało być przede wszystkim oszczędne. Oszczędzano na wszystkim, by mogło powstać jak najwięcej mieszkań. Z tego powodu w wielu lokalach nie było łazienek i ubikacji. Były one wspólne i umieszczano je na korytarzach, tak by każdy miał dostęp. Dość szybko odstąpiono od tego pomysłu, gdyż mieszkańcy po prostu protestowali. Kuchnie oczywiście były, ale niewielkie i najczęściej bez okien. Nie było tzw. zbędnych powierzchni, czyli np. spiżarni, garderoby itp. luksusów. Ludzie jednak i tak się cieszyli, kiedy mogli zamieszkać we własnym mieszkaniu, bo takich szczęśliwców było mimo wszystko niewielu. Inwestowano zamiast w budownictwo, w przemysł ciężki. Cóż taka była polityka. Młodzi ludzie z wytęsknieniem oczekiwali swojego mieszkania, przez lata wynajmując pokoje lub mieszkając kątem u rodziców. Wreszcie w latach siedemdziesiątych powstały spółdzielnie mieszkaniowe, które miały być receptą na całe zło.

Sposoby rozwiazywania problemów mieszkaniowych

Mieszkań przybywało, ale było to niewystarczające w stosunku do potrzeb ludzi. Władza nie szukała nowych rozwiązań dzięki którym liczba mieszkań byłaby większa, ale stosowała praktyki zastępcze. Jedną z nich, wzorowaną na rozwiązaniach rosyjskich, była tzw. komunałka. Duże mieszkania, oczywiście przedwojenne, dzielono na kilka mniejszych lokali. Każda rodzina miała jeden pokój, a korytarz, toaleta i kuchnia były wspólne. Celem dodatkowym była jeszcze większa kontrola społeczeństwa, a jednocześnie nakłanianie ludzi do życia w tzw. kolektywie. Tego typu rozwiązania, bardzo popularne w systemie radzieckim, u nas nie zyskały uznania i po pewnym czasie z nich zrezygnowano. Jeszcze jednak w latach siedemdziesiątych czasami dwie zupełnie rodziny otrzymywały jedno mieszkanie, ze wspólnym użytkowaniem kuchni i łazienki. Pomysł był zaiste kuriozalny, ale ludzie nie mogli nawet zbytnio protestować. Innym pomysłem było nakłanianie ludzi do jak najczęstszego spędzania czasu poza domem. Tworzono różnego typu kluby osiedlowe, świetlice, domy kultury, by ludzie jak najmniej czasu spędzali w domach.

Dziwne pomysły kwaterunkowe

W Polsce do 1956 roku istniał przymus dokwaterowania. Na każdego człowieka mógł przypadać tylko jeden pokój. Jeśli było ich więcej do takiego mieszkania dokwaterowywano zupełnie obce osoby. Często była to swoista próba poniżenia ludzi niewygodnych dla władzy. Wszyscy mieszkańcy takiego lokalu mieli prawo do korzystania ze wspólnej kuchni i łazienki. Oczywiście ten sposób zwiększenia powierzchni mieszkaniowej nie dotyczył mieszkań ludzi z nowej nomenklatury. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku osób, które były właścicielami kamienic. Tzw. kwaterunek bez zgody właścicieli dosiedlał nowych mieszkańców. W dodatku ich czynsze były regulowane urzędowo, co absolutnie nie starczało na remonty, a nawet bieżące funkcjonowanie kamienic. W efekcie ocalałe kamienice popadały często w ruinę. Wiele starych kamienic zostało znacjonalizowanych. Poważnym problemem był też dekret Bieruta, który narobił sporo zamieszania w samej Warszawie. Otóż wszystkie grunty przeszły na własność miasta, zaś budynki pozostały w rękach właścicieli. Doprowadziło to do tego, że coraz mniej dbano o budynki, obawiając się dalszych pomysłów władzy.

Budownictwo po wojnie

Po drugiej wojnie światowej w Polsce trzeba było bardzo wiele odtworzyć z dawnego budownictwa. Ponieważ układy polityczne były takie a nie inne budownictwo stylizowano na wzorce radzieckie. Ludziom brakowało mieszkań, więc najpierw starano się zagospodarować i wyremontować te budynki, które zostały po wojnie. Ponieważ nie było wystarczającej ilości materiałów budowlanych, wykorzystywano materiały z rozbiórek częściowo zniszczonych budynków. Najwięcej tego typu materiałów przywożono z Ziem Zachodnich. To jednak nie zmieniało diametralnie sytuacji. Ludzie po prostu nie mieli gdzie mieszkać. Propaganda mówiła o powstawaniu nowych osiedli, ale była to przysłowiowa kropla w morzu potrzeb. Więcej tych mieszkań powstawało propagandowo, niż w rzeczywistości. Dla wielu ludzi bardzo krzywdzący był dekret o przymusowej gospodarce lokalami. Oznaczał on, że praktycznymi właścicielami mieszkań nie były osoby prywatne, ale władze kwaterunkowe, które mogły do każdego lokalu, także prywatnego, wprowadzić nowych mieszkańców, na tzw. dokwaterowanie.